SURFING

SURFING

ŻAGLE W EL MEDANO

czyli

najlepszy spot na wyspie.

        Granadilla była wtedy niewielką osadą, gdzie życie nie było łatwe. Położona w pewnej odległości od oceanu, na wzniesieniach Abony, nie miała też wielu mieszkańców, a ci którzy tam żyli, również nie słynęli ze swej zamożności.

Wśród tych niezamożnych mieszkańców Granadilli żyła Maria, piękna, długowłosa dziewczyna, o lśniących oczach i zniewalającym uśmiechu. Kilka domostw dalej mieszkał José, młody, biedny i piękny młodzieniec. A miłość już czyhała za progiem…  Niestety ubóstwo obojga  nie pozwalało młodym połączyć się w małżeństwie. Ani Maria nie miała w posagu żadnych zwierząt, ani Jose nie posiadał na własność nawet jednej małej kózki. A życie w Granadilli opierało się głównie na pasterstwie i rolnictwie. Przedsiębiorczy chłopak postanowił z pierwszym nadpływającym statkiem przedostać się do Ameryki. A Maria, rzecz jasna, poprzysięgła wiernie czekać.

Po długich latach nadeszła z Ameryki wieść, że wzbogacony José wraca do ukochanej. Krążyły legendy o tym, jak wielkie bogactwo wiezie ze sobą Jan i jak wielkie stada hodować będzie na wzniesieniach Abony. Do obsługi tych stad wiózł nawet nabytych na amerykańskiej ziemi niewolników.

Rozradowana i ciągle wiernie czekająca Maria, pieszo udała się na wybrzeże, gdzie usiadłszy na skale Montaña Roja, przez kolejne dni oczekiwała nadpłynięcia statku wiozącego jej ukochanego.

 

Powoli dni zmieniały się w tygodnie, tygodnie w miesiące, a miesiące w lata. Maria ciągle siedziała na skale i wpatrywała się w rozbijające się u jej podnóża fale. Tkwiła tam niezależnie od pory dnia czy nocy, tkwiła tam bez względu na niebezpieczeństwo wzburzonego czasem oceanu. Dobrotliwi rybacy z pobliskiej wioski El Medano przynosili jej czasem coś do zjedzenia, czy trochę mleka koziego w upalne dni. Z czasem Maria straciła głos, a odwiedzający ją rzadko mieszkańcy wsi, twierdzili, że tylko czasem z jej udręczonego gardła wyrwie się coś na wzór nagłego ryku wzburzonych fal. Jej piękne, bardzo długie włosy, osiwiały zupełnie i rozwiewały się na silnym wietrze.

José nigdy nie dotarł do Teneryfy. Czy padł ofiarą korsarzy, których wówczas pełny był Atlantyk, czy statek wraz z załogą i towarem spoczął na dnie z powodu sztormu, pozostało na zawsze tajemnicą.

Podobnie, jak los Marii, która pewnego dnia, wiele lat po utracie narzeczonego, zniknęła ze skał Montaña Roja.

Legenda twierdzi, że wtopiła się w skały Czerwonej Góry, a jej długie, białe włosy usnuły dzisiejszą plażę znaną większości windsurferów.

PLAYA PENA MARIA

 To tu właśnie odbywają się Puchary Świata w windsurfingu, który na tej właśnie plaży rozgościł się na dobre.

Można przypuszczać, że windsurfing powstał bardzo dawno temu w Polinezji, kiedy to surfujący na deskach tubylcy postanowili ułatwić sobie wypływanie w morze i zamontowali żagiel.

Tak naprawdę jednak sport ten miał swój początek w Kalifornii, gdzie dwaj przyjaciele Hoyle Schweitzer i Jim Drake połączyli swoje siły, aby urzeczywistnić własne marzenia. W 1965 roku Drake, inżynier lotnictwa podzielił się swoim pomysłem ze Schweitzerem i wspólnymi siłami stworzyli pierwszą konstrukcję deski z żaglem. Prototyp nazywali “the skate”, potem przyszła nazwa “Baja board”, aż w końcu ostatecznie deska przybrała nazwę “windsurfer”. Pierwsza konstrukcja przypominała długą deskę surfingową malibu, mierzyła 3,5 metra i ważyła 27 kg!!!

Kolejny przełom w historii windsurfingu to zastosowanie krótkiej deski – sinker. Zainicjował to Hugh England, kolejny Amerykanin, który postanowił połączyć z żaglem małą deskę do surfingu, co szybko okazało się rewolucją w żeglowaniu na falach.

Lata osiemdziesiąte to dalszy rozwój windsurfingu i rozwój popularności tego sportu. Podczas igrzysk w Los Angeles w 1984 roku deska z żaglem dołączyła do dyscyplin olimpijskich.

Po chwilowym kryzysie na przełomie wieków, kiedy ceny sprzętu do uprawiania tego sportu, przyprawiały chętnych o ból głowy, wiek XXI przyniósł nową odsłonę windsurfingu. Sport stał się bardziej dostępny, uniwersalny, prosty. Zastosowanie krótkich a szerokich desek i bardziej wydajnych pędników, z nowocześniejszych i tańszych materiałów, pozwoliło nowej, znacznie już większej grupie ludzi, cieszyć się windsurfingiem.

EL MEDANO

To właśnie tu niespokojne duchy i żądni wrażeń windsurferzy i kitesurferzy mogą stale cieszyć się z fal oceanu i rozkoszować wykorzystaniem wiatru. Tajemnica? Energiczne, wilgotne północne i północno-wschodnie pasaty, spiętrzają wodę i zapewniają zabawę dla wodniaków wszelkiej maści, szczególnie w miesiącach letnich.

El Medano to jedyny punkt na wyspie ze stałym wiatrem przez około 250 dni w roku. Spot ten zaczął się modny na początku lat 90 ubiegłego wieku i wciąż zyskuje nowych zwolenników, a plaże zapełnione są zarówno bezczynnie wylegującymi się turystami, jak i dziesiątkami windsurferów i kitesurferów, z różnokolorowymi żaglami i latawcami.

Pomimo że El Medano jest bardzo małym kurortem, to każdy turysta znajdzie tu wszystko, co mu potrzebne – z biurem informacji turystycznej włącznie. I jeszcze długo będzie wytrząsać piasek z różnych części garderoby.

PLAYA SUR

to najpopularniejszy i najłatwiejszy spot na wyspie. Dno jest piaszczyste, jest głęboko, a plaża jest duża i bez żadnych drzew. Codziennie w gotowości są Bomberos, czyli ratownicy. Jeśli spadniesz z wiatrem, to znosi prosto na piaszczystą plażę – Pigs Bay. Wiatr wieje głónie z kierunku side on shore, czyli wzdłuż i do brzegu, więc zgubiona deska albo latawiec ląduje zawsze na brzegu. Jedynym utrudnieniem szczególnie dla początkujących, mogą być fale przy brzegu, utrudniają one start na desce, nie należy więc startować przy samej przy plaży, tylko wejść do wody trochę głębiej. Playa Sur jest też świetnym miejscem na naukę surfingu, jest tu kilka szkół oferujących swoje usługi. Są również wypożyczalnie sprzętu jak choćby ta w Official Test Center. 

Uwaga: w pobliskim barze Flash Point, znanym chyba wszystkim rodzajom surferów w El Medano, w środku, jest tablica ogłoszeń z informacjami o kupnie/sprzedaży sprzętu, wynajęciu mieszkania i całą masą innych przydatnych informacji.

LA TEJITA

Playa La Tejita to spot „z drugiej strony góry” w El Medano. Jeśli masz ochotę popływać na płaskiej wodzie, a nie przeszkadzają ci przechadzający się tam i z powrotem naturyści, to warto tam zajrzeć. Niestety to miejsce ma dwie wady, które dyskwalifikują je dla zupełnie początkujących i niewprawionych – jest głęboko i wiatr wieje najczęściej of shore, a do tego nierówno. Czasem też pojawia się fala, która spiętrza się przy samym brzegu i z zupełnie płaskiej wody powstaje nagle nawet trzymetrowy kolos. W każdym razie nie jest to miejsce na samotne pływanie, bo coś (albo ktoś) może podryfować w oceaniczny przestwór. Nie da się jednak ukryć, że przy wietrze wiejącym ze wschodu albo z północnego wschodu, to właśnie tu są najlepsze warunki na widsurfing freestyle, takie, jakich nie znajdziecie na całej wyspie.

INNE MIEJSCA DO WINDSURFINGU NA TENERYFIE:

El Socorro, La Caleta, Alcala, La Fitenia

 El Medano jest inne niż kurorty takie jak pobliskie Los Cristianos czy Playa Americas  – nie przyjeżdża tu tak wielu turystów, bo silny i całoroczny wiatr utrudnia nieco opalanie, a poza tym nie ma ekskluzywnych hoteli czy

wyszukanych restauracji. Najliczniej możesz tu spotkać mieszkańców Teneryfy, którzy przyjeżdżają z innych części wyspy opanowanych przez turystów, albo szalonych windsurferów czy kitesurferów, którzy raz przyjechali i zostali na zawsze. Jest tu też kilku osobliwych i charakterystycznych bezdomnych, którzy w zasadzie stanowią część krajobrazu i folkloru w El Medano. Wystarczy wieczorem przespacerować się wokół położonego w sąsiedztwie plaży, placu, by poczuć niepowtarzalną atmosferę tego nadoceanicznego miejsca.

by dorocina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.